Od dawna już straciłam serce do pisania za sprawą pewnego incydentu dotyczącego przeszłości.
O przeszłości nadal myślę i będę myślała. Pewne osoby zapadają w serce bardzo głęboko. Ja takiej pewnej osoby nigdy nie wyrzucę z serca bo nie chcę i nie potrafię. I nie chcę potrafić.
Wspominam, rozmyślam, tęsknię, śnię. O tak sny mam cudowne. Sprawiają one, że pamiętam. Pamiętam coś pięknego, coś co zawsze będzie we mnie i nie ważne ile czasu upłynie.
Miłości nie da się zapomnieć.
Kiedyś lubiłam pisać i pisałam wciąż. To było jak nałóg. Gdy brutalnie ktoś zadeptał moje blogowanie już nie potrafię się tutaj odnaleźć. Każda zmiana bloga przynosiła jakiś anonimowy komentarz lub email. Ja nie chcę się domyślać. Mam dość. Nie potrafię już ani pisać ani tu być z radością którą kiedyś miałam.
Dlatego żegnam Was na dobre. Znikam z blogowego życia. Pewnie będę zaglądała do was na blogi bo polubiłam was i pusto mi będzie.
Jeśli mnie rozumiecie - dziękuję. Jeśli nie, może kiedyś zrozumienie przyjdzie....
Dziękuję za wszystko.
Buziaki :-*
poniedziałek, 30 maja 2011
piątek, 27 maja 2011
Inaczej...
Właśnie tak jakoś inaczej jest od długiego czasu pomiędzy Nim i mną. Sama nie wiem co to jest. Mąż okazuje mi uczucia. Okazuje zainteresowanie. Jest dobry dla mnie. Ale.... czy zawsze musi być jakieś ale.
Mógłby się tu jakiś facet wypisać od męskiej strony bo ja nie rozumiem. On okazuje, że kocha ale... nie mówi tego. Czemu?
Fakt, że zawsze rzadko mówił. Jednak teraz od długiego czasu mi nie powiedział tych słów.
Mąż twierdzi, że takich słów zbyt często mówić nie można bo tracą wartość. Ok. Rozumiem. Ale ostatnio to niezbyt często to stanowczo dla mnie za długo.
Rozmawiałam z nim o tym ale nic z tej rozmowy nie wynikło.
Ja już taka jestem, że zawsze robię z igły widły dlatego mnie to męczy.
Gdy ja mu mówię, że kocham to odpowiada, ale tak sam z siebie to nie powie. O co chodzi???
Mógłby się tu jakiś facet wypisać od męskiej strony bo ja nie rozumiem. On okazuje, że kocha ale... nie mówi tego. Czemu?
Fakt, że zawsze rzadko mówił. Jednak teraz od długiego czasu mi nie powiedział tych słów.
Mąż twierdzi, że takich słów zbyt często mówić nie można bo tracą wartość. Ok. Rozumiem. Ale ostatnio to niezbyt często to stanowczo dla mnie za długo.
Rozmawiałam z nim o tym ale nic z tej rozmowy nie wynikło.
Ja już taka jestem, że zawsze robię z igły widły dlatego mnie to męczy.
Gdy ja mu mówię, że kocham to odpowiada, ale tak sam z siebie to nie powie. O co chodzi???
czwartek, 26 maja 2011
Mój niesforny psowaty facet nr 2 - mój psiak :-)
Jak wiecie albo nie wiecie mam psa. Dużego psa. Owczarka niemieckiego. Waga jakieś czterdzieści parę kg. Siła kilku słoni hihi :-) Płeć "facet" i jak na faceta choć psowego przystało ma cechy faceta ech...
Ale o tych cechach i podobieństwach innym razem.
Choć zdradzę jedną hihi :-) jak wie że jestem na niego zła to przychodzi i daje mi całusa przymilając się słodko :-) ciekawe skąd to podłapał....
Tak więc w moim domu jest dwa do jednego. Mąż i pies kontra ja. Z czego rządzę czy też próbuję rządzić oczywiście ja.
Wychowywanie psa bardzo ale to bardzo przypomina wychowywanie dziecka. Ostatnio stwierdziłam że najszybciej to mój pies uczy się tego co niepotrzebne i tego co złe. Zupełnie jak dzieci.
Pies ogrodnik znowu mi napsocił na balkonie kilka dni temu. Wyszłam na 5 min po śmietanę do sklepiku obok mojego bloku. Gdy wróciłam zastałam cały balkon w ziemi. Ręce mi opadły. Wskazałam psu pokój i zamknęłam drzwi, a sama zabrałam się za sprzątanie. Psiak miał niezłą zabawę bo na balkonie w rogu miałam worek 10 litrowy z ziemią. Nic z niego nie zostało. Moje białe róże zjedzone doszczętnie. Ale słoneczniki przeżyły. Ich to byłoby mi szkoda bo one od małego ziarenka są przeze mnie hodowane. Róże kupię po prostu ponownie np w Lidlu i będzie ok.
Sprzątania miałam sporo gdyż na balkonie mamy sztuczną trawę. ech...
No nie ważne. O czym innym chciałam.
Mój pies jest inteligenty na tyle, że wystarczy mu coś pokazać tylko raz. Powtarza to potem wciąż jak małe dziecko które wszystko kopiuje, wiadomo.
Ostatnio patrzę a na balkonie stoi sobie mąż oparty o barierkę - obok nie go pies też oparty łapami o barierkę. No myślałam, że padnę. Mąż stwierdził, ze to nic takiego i że to tylko tak teraz. Acha już akurat. Zdjął psu łapy żeby usiadł a sam dalej wyglądał. I co było do przewidzenia psiak wskoczył na barierkę żeby znowu wyglądać na stojąco w końcu lepszy miał z tej pozycji widok. No myślałam że padnę. Tylko raz? jaaasne.
Kilka dni potem podlewałam kwiaty na balkonie. Patrzę a psiak chop i stoi sobie i wygląda na stojaka oparty o barierkę. Spojrzałam na męża to zachodził się od śmiechu. Mi do śmiechu nie było. Może to głupie ale ja się boję że psiak mógłby wyskoczyć przez balkon. To tylko zwierzę i nigdy nie wiadomo. Kazałam mu zejść i dałam reprymendę. Póki co taka sytuacja się już nie powtórzyła lub też o niej nie wiem w końcu moi faceci trzymają się razem ;-)
Psiak mój jest na tyle mądry, że wie co znaczy na przykład moje spojrzenie czy gest, pstryknięcie palcami. Dobrze się z nim dogaduję. On wie, że ze mną nie ma żartów. Jak powiem NIE to jest NIE.
I jest też na tyle mądry, że uczy się również tego co złe. Dlatego trzeba uważać co się mu każe zrobić bo potem wykorzysta tą umiejętność w innej sytuacji.
Ma swoje słabości. Ziemia i kwiaty. To od niego silniejsze. To pies ogrodnik po prostu. Uwielbia ziemię. Mój błąd, że nie zamknęłam balkonu.
Ja też mam słabość. Jego minki. Te oczka maślane :-) ech on wie jak mnie wziąć pod włos, a mąż się śmieje że uczy się od psiaka jak mnie podejść :-)
Ale o tych cechach i podobieństwach innym razem.
Choć zdradzę jedną hihi :-) jak wie że jestem na niego zła to przychodzi i daje mi całusa przymilając się słodko :-) ciekawe skąd to podłapał....
Tak więc w moim domu jest dwa do jednego. Mąż i pies kontra ja. Z czego rządzę czy też próbuję rządzić oczywiście ja.
Wychowywanie psa bardzo ale to bardzo przypomina wychowywanie dziecka. Ostatnio stwierdziłam że najszybciej to mój pies uczy się tego co niepotrzebne i tego co złe. Zupełnie jak dzieci.
Pies ogrodnik znowu mi napsocił na balkonie kilka dni temu. Wyszłam na 5 min po śmietanę do sklepiku obok mojego bloku. Gdy wróciłam zastałam cały balkon w ziemi. Ręce mi opadły. Wskazałam psu pokój i zamknęłam drzwi, a sama zabrałam się za sprzątanie. Psiak miał niezłą zabawę bo na balkonie w rogu miałam worek 10 litrowy z ziemią. Nic z niego nie zostało. Moje białe róże zjedzone doszczętnie. Ale słoneczniki przeżyły. Ich to byłoby mi szkoda bo one od małego ziarenka są przeze mnie hodowane. Róże kupię po prostu ponownie np w Lidlu i będzie ok.
Sprzątania miałam sporo gdyż na balkonie mamy sztuczną trawę. ech...
No nie ważne. O czym innym chciałam.
Mój pies jest inteligenty na tyle, że wystarczy mu coś pokazać tylko raz. Powtarza to potem wciąż jak małe dziecko które wszystko kopiuje, wiadomo.
Ostatnio patrzę a na balkonie stoi sobie mąż oparty o barierkę - obok nie go pies też oparty łapami o barierkę. No myślałam, że padnę. Mąż stwierdził, ze to nic takiego i że to tylko tak teraz. Acha już akurat. Zdjął psu łapy żeby usiadł a sam dalej wyglądał. I co było do przewidzenia psiak wskoczył na barierkę żeby znowu wyglądać na stojąco w końcu lepszy miał z tej pozycji widok. No myślałam że padnę. Tylko raz? jaaasne.
Kilka dni potem podlewałam kwiaty na balkonie. Patrzę a psiak chop i stoi sobie i wygląda na stojaka oparty o barierkę. Spojrzałam na męża to zachodził się od śmiechu. Mi do śmiechu nie było. Może to głupie ale ja się boję że psiak mógłby wyskoczyć przez balkon. To tylko zwierzę i nigdy nie wiadomo. Kazałam mu zejść i dałam reprymendę. Póki co taka sytuacja się już nie powtórzyła lub też o niej nie wiem w końcu moi faceci trzymają się razem ;-)
Psiak mój jest na tyle mądry, że wie co znaczy na przykład moje spojrzenie czy gest, pstryknięcie palcami. Dobrze się z nim dogaduję. On wie, że ze mną nie ma żartów. Jak powiem NIE to jest NIE.
I jest też na tyle mądry, że uczy się również tego co złe. Dlatego trzeba uważać co się mu każe zrobić bo potem wykorzysta tą umiejętność w innej sytuacji.
Ma swoje słabości. Ziemia i kwiaty. To od niego silniejsze. To pies ogrodnik po prostu. Uwielbia ziemię. Mój błąd, że nie zamknęłam balkonu.
Ja też mam słabość. Jego minki. Te oczka maślane :-) ech on wie jak mnie wziąć pod włos, a mąż się śmieje że uczy się od psiaka jak mnie podejść :-)
niedziela, 22 maja 2011
Już lepiej.
Blogspot jest ok, nie ma reklam i podobnych tam ale wkurza mnie odp na wasze komentarze :-( brrr
Złe dni minęły. Okres się pojawił. Rozmowa z mężem odbyła się. Rozmowa z mamą też była o tym temacie co z mężem. Dziś jest już ok. Dziś nie obudziłam się ze złymi myślami.
Bardzo kocham męża i nie chciałabym mieć innego człowieka obok siebie. Od początku pasowaliśmy do siebie jak dwa elementy tej samej układanki.
Jest wiele spraw które są kolcem naszego małżeństwa ale są to sprawy typowe dla związków. Po pierwsze musimy się dotrzeć, a po drugie nie ma róży bez kolców :-)
Jedno jest pewne - ja sama ze sobą muszę dojść do ładu. Muszę się skupić również na sobie, a nie tylko na innych. Muszę nauczyć się siebie rozpieszczać, muszę umieć zrobić coś tylko dla siebie i po prostu dla siebie. Nie robię tak i źle mi i duszę się normalnie. Gdy się duszę wszystko jest złe, pies jest zły wtedy mąż też jest zły świat jest zły i budzik który uparcie dzwoni rano choć go wyłączam...
Złe dni minęły. Okres się pojawił. Rozmowa z mężem odbyła się. Rozmowa z mamą też była o tym temacie co z mężem. Dziś jest już ok. Dziś nie obudziłam się ze złymi myślami.
Bardzo kocham męża i nie chciałabym mieć innego człowieka obok siebie. Od początku pasowaliśmy do siebie jak dwa elementy tej samej układanki.
Jest wiele spraw które są kolcem naszego małżeństwa ale są to sprawy typowe dla związków. Po pierwsze musimy się dotrzeć, a po drugie nie ma róży bez kolców :-)
Jedno jest pewne - ja sama ze sobą muszę dojść do ładu. Muszę się skupić również na sobie, a nie tylko na innych. Muszę nauczyć się siebie rozpieszczać, muszę umieć zrobić coś tylko dla siebie i po prostu dla siebie. Nie robię tak i źle mi i duszę się normalnie. Gdy się duszę wszystko jest złe, pies jest zły wtedy mąż też jest zły świat jest zły i budzik który uparcie dzwoni rano choć go wyłączam...
czwartek, 19 maja 2011
Takie dni...
Są takie dni jak ten. Są takie wieczory. Wtedy mam dość życia jakie mam. Mam dość wszystkiego. Tego, że rano otwieram oczy. Tego, że zasypiam obok niego. Wszystkiego mam dość bo wszystko jest nie takie.
A jakie chcę by było? dobre pytanie... pytanie na które nie mam odpowiedzi. I dobrze bo wtedy upewniłabym się że te dni wracają bo ja naprawdę mam dość. A tak to myślę sobie, że po prostu takie dni też muszą być... by nie było za kolorowo.
Tylko że takie dni okropnie mnie męczą. Psychicznie. Wszystko wtedy boli.
A dziś boli zbyt wiele. Boli mnie mój wiek. Boli fakt, że mąż od dawna nie kupił mi kwiatka. Boli świadomość, że nie będę póki co miała dziecka... Boli bardzo dużo.
W takie dni jak dziś chciałabym po prostu zniknąć. Uciec. Tylko, że ja nie mam dokąd uciec.... a zniknąć nie mam jak....
Oczywiście te dni zawsze pojawiają się gdy @ ma się pojawić. Co miesiąc powtórka z rozrywki. Ech... być kobietą, być kobietą....
A jakie chcę by było? dobre pytanie... pytanie na które nie mam odpowiedzi. I dobrze bo wtedy upewniłabym się że te dni wracają bo ja naprawdę mam dość. A tak to myślę sobie, że po prostu takie dni też muszą być... by nie było za kolorowo.
Tylko że takie dni okropnie mnie męczą. Psychicznie. Wszystko wtedy boli.
A dziś boli zbyt wiele. Boli mnie mój wiek. Boli fakt, że mąż od dawna nie kupił mi kwiatka. Boli świadomość, że nie będę póki co miała dziecka... Boli bardzo dużo.
W takie dni jak dziś chciałabym po prostu zniknąć. Uciec. Tylko, że ja nie mam dokąd uciec.... a zniknąć nie mam jak....
Oczywiście te dni zawsze pojawiają się gdy @ ma się pojawić. Co miesiąc powtórka z rozrywki. Ech... być kobietą, być kobietą....
środa, 18 maja 2011
Caffe latte macchiato
Kupiłam sobie takie specjalne szklaneczki do tej kawy. Bo ja jak już coś robię to musi być pedantycznie i perfekcyjnie - niestety.
Specjalne szklaneczki to znaczy takie jak na zdjęciu wtedy w notce jest pokazana. One mają taki specyficzny kształt choć myślę, że dobra będzie każda wysoka i wąska szklanka.
Ja robię tak:
Podgrzewam w mikrofali mleko. Potem miksuję je mikserem tak ok 3 min. Dokładnie to przestaję miksować wtedy gdy dużo tej piany jest i jest ona sztywna.
Mleczko odstawiam na bok by piana wypłynęła na górę.
Zaparzam sobie w kubku kawę, taką mocniejszą bo jak zaparzyłam tak jak normalnie to w połączeniu z mlekiem nic kawy nie czułam ;-)
Następnie odsuwam/zdmuchuję trochę tą pianę z mleka i wlewam je tak do około połowy szklanki. Piana powinna zostać. Wlać należy samo mleko.
A potem z kubeczka z dziubkiem wlewam kawę, ale.... wlać kawę należy bardzo naprawdę bardzo powoli. Ja, że opieram kubeczek z kawą o brzeg szklanki i wtedy ręka mi nie drży. Leję kawę tak po ściance szklanki. Widać jak kawa jest wolno lana to od razu na górze zostaje i od razu tworzą się warstwy. Gdy wlejemy za szybko kawa popłynie na dno i zmiesza się z mlekiem i będzie cappucino.
Jak już wleję kawę to łyżeczką nakładam na wierz pianę z mleka. Można posypać pianę kakaem lub startą czekoladą.
Picie przez słomkę obowiązkowe.
Ja przed wypiciem mieszam słomką by połączyło mi się mleko z kawą i to psuje cały efekt tych warstw ale w sumie chodzi o to by podać tak fajnie, a wypić normalnie :-)
I najważniejsze: mleko musi być 3% bo inaczej nie wyjdzie piana, a kawa np zwykła rozpuszczalna lub mocne ekspresso.
Miało być bardzo szczegółowo i chyba jest. To specjalnie dla ciebie Marcinku :-*
Specjalne szklaneczki to znaczy takie jak na zdjęciu wtedy w notce jest pokazana. One mają taki specyficzny kształt choć myślę, że dobra będzie każda wysoka i wąska szklanka.
Ja robię tak:
Podgrzewam w mikrofali mleko. Potem miksuję je mikserem tak ok 3 min. Dokładnie to przestaję miksować wtedy gdy dużo tej piany jest i jest ona sztywna.
Mleczko odstawiam na bok by piana wypłynęła na górę.
Zaparzam sobie w kubku kawę, taką mocniejszą bo jak zaparzyłam tak jak normalnie to w połączeniu z mlekiem nic kawy nie czułam ;-)
Następnie odsuwam/zdmuchuję trochę tą pianę z mleka i wlewam je tak do około połowy szklanki. Piana powinna zostać. Wlać należy samo mleko.
A potem z kubeczka z dziubkiem wlewam kawę, ale.... wlać kawę należy bardzo naprawdę bardzo powoli. Ja, że opieram kubeczek z kawą o brzeg szklanki i wtedy ręka mi nie drży. Leję kawę tak po ściance szklanki. Widać jak kawa jest wolno lana to od razu na górze zostaje i od razu tworzą się warstwy. Gdy wlejemy za szybko kawa popłynie na dno i zmiesza się z mlekiem i będzie cappucino.
Jak już wleję kawę to łyżeczką nakładam na wierz pianę z mleka. Można posypać pianę kakaem lub startą czekoladą.
Picie przez słomkę obowiązkowe.
Ja przed wypiciem mieszam słomką by połączyło mi się mleko z kawą i to psuje cały efekt tych warstw ale w sumie chodzi o to by podać tak fajnie, a wypić normalnie :-)
I najważniejsze: mleko musi być 3% bo inaczej nie wyjdzie piana, a kawa np zwykła rozpuszczalna lub mocne ekspresso.
Miało być bardzo szczegółowo i chyba jest. To specjalnie dla ciebie Marcinku :-*
wtorek, 17 maja 2011
Zakupowy nerw
Moje rozdrażnienie w dniu dzisiejszym sięga granic. Najchętniej to skoczyłabym z balkonu ale z pierwszego piętra skok to dopiero by był wyczyn.
Właściwie to nie wiem czemu jestem taka zła, rozdrażniona, wściekła. Nie wiem. Wróciłam z pracy i normalnie szlag mnie trafił.
Nie krzyczałam. Nie. Nawet jak mąż z pracy wrócił to nie wydarłam się ani nie czepiłam o jakąś głupotę. Nic z tych rzeczy. Aż sama jestem pełna podziwu dla samej siebie, że też umiem się tak kontrolować. Nie chcę się wyładowywać. Ja chcę znaleźć przyczynę dlaczego tak się dzieje, że taki nerw mnie nachodzi z nienacka.
Nalałam sobie w kieliszek likieru o smaku toffi, zapaliłam świece i próbuję się odstresować. Próbuję wypisać ten gniew. Działa. Z każdym słowem czuję się lepiej. Uchodzi to ze mnie jak z balonika powietrze.... super....
Jakiś czas temu zauważyłam, że jest coś co sprawia że jestem szczęśliwa. Tym czymś są rzeczy które chcę mieć i gdy je kupuję czuję się wręcz wypełniona szczęściem. Czy to znaczy, że jestem materialistką???
Oczywiście nie tylko rzeczy materialne mnie uszczęśliwiają, jednak one najbardziej. Sprawiają, że moje samopoczucie się poprawia, a ja czuję się bardziej pewna siebie.
Tylko, że nie mogę na zakupy biegać codziennie. Bez przesady. Jednak gdy przez około tydzień nic sobie nie kupię czuję się bardzo źle.
Jestem osobą która dużo wymaga od innych, a jeszcze więcej od siebie. Po prostu muszę zwyczajnie muszę nagradzać siebie od czasu do czasu.
Myślę, że wiodę dość ograniczone życie. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam obowiązki. Wielu przyjemności sobie odmawiam. Zauważyłam, że gdy to odmawianie trwa zbyt długo to narasta we mnie gniew.
W końcu przecież nie da się żyć tak zupełnie bez przyjemności, prawda?
Dziś rano postanowiłam, że jutro pojadę do takiego ulubionego sklepiku. Potem po południu pomyślałam, że chyba jednak nie pojadę... i tak sobie myślę, że mój gniew jednak naprawdę ma swoje podłoże po prostu w zakupach...
Właściwie to nie wiem czemu jestem taka zła, rozdrażniona, wściekła. Nie wiem. Wróciłam z pracy i normalnie szlag mnie trafił.
Nie krzyczałam. Nie. Nawet jak mąż z pracy wrócił to nie wydarłam się ani nie czepiłam o jakąś głupotę. Nic z tych rzeczy. Aż sama jestem pełna podziwu dla samej siebie, że też umiem się tak kontrolować. Nie chcę się wyładowywać. Ja chcę znaleźć przyczynę dlaczego tak się dzieje, że taki nerw mnie nachodzi z nienacka.
Nalałam sobie w kieliszek likieru o smaku toffi, zapaliłam świece i próbuję się odstresować. Próbuję wypisać ten gniew. Działa. Z każdym słowem czuję się lepiej. Uchodzi to ze mnie jak z balonika powietrze.... super....
Jakiś czas temu zauważyłam, że jest coś co sprawia że jestem szczęśliwa. Tym czymś są rzeczy które chcę mieć i gdy je kupuję czuję się wręcz wypełniona szczęściem. Czy to znaczy, że jestem materialistką???
Oczywiście nie tylko rzeczy materialne mnie uszczęśliwiają, jednak one najbardziej. Sprawiają, że moje samopoczucie się poprawia, a ja czuję się bardziej pewna siebie.
Tylko, że nie mogę na zakupy biegać codziennie. Bez przesady. Jednak gdy przez około tydzień nic sobie nie kupię czuję się bardzo źle.
Jestem osobą która dużo wymaga od innych, a jeszcze więcej od siebie. Po prostu muszę zwyczajnie muszę nagradzać siebie od czasu do czasu.
Myślę, że wiodę dość ograniczone życie. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam obowiązki. Wielu przyjemności sobie odmawiam. Zauważyłam, że gdy to odmawianie trwa zbyt długo to narasta we mnie gniew.
W końcu przecież nie da się żyć tak zupełnie bez przyjemności, prawda?
Dziś rano postanowiłam, że jutro pojadę do takiego ulubionego sklepiku. Potem po południu pomyślałam, że chyba jednak nie pojadę... i tak sobie myślę, że mój gniew jednak naprawdę ma swoje podłoże po prostu w zakupach...
Od jakiegoś czasu w blogowym świecie było mnie coraz mniej. Nie zaglądałam już codziennie na swojego bloga. Nie odwiedzałam innych blogów. Kiedyś mój dzień zaczynał się i kończył w blogowej sferze.
Gdy tak zaczęłam odchodzić w końcu odeszłam na dobre. Nawet gdy już weszłam na swój blog i kliknęłam "pisz notkę" notki stworzyć nie umiałam.
Moja miłość do pisania znikła z dnia na dzień. To okropne. Brak mi tego bardzo. Jednak powrót do pisania jest trudniejszy niż sądziłam. Kiedyś kładłam dłonie na klawiaturze, a słowa wyfruwały spod palców jak młode ptaki z gniazd.
Będę pisać codziennie. Tak postanowiłam. Nawet jeśli to będą "bzdury" których nikt nie będzie czytał. Zresztą przecież przede wszystkim piszę dla siebie. Zawsze mi to pomagało. Dzięki pisaniu spoglądałam na wiele spraw od innej strony. Myśli w głowie rozjaśniały się.
Odkąd nie piszę zamknęłam się w sobie.
A wczoraj udało mi się w końcu zrobić prawdziwą caffe latte macchiato :-) i były trzy warstwy tak jak być powinny :-)
Taka mała rzecz, a jak cieszy....
Gdy tak zaczęłam odchodzić w końcu odeszłam na dobre. Nawet gdy już weszłam na swój blog i kliknęłam "pisz notkę" notki stworzyć nie umiałam.
Moja miłość do pisania znikła z dnia na dzień. To okropne. Brak mi tego bardzo. Jednak powrót do pisania jest trudniejszy niż sądziłam. Kiedyś kładłam dłonie na klawiaturze, a słowa wyfruwały spod palców jak młode ptaki z gniazd.
Będę pisać codziennie. Tak postanowiłam. Nawet jeśli to będą "bzdury" których nikt nie będzie czytał. Zresztą przecież przede wszystkim piszę dla siebie. Zawsze mi to pomagało. Dzięki pisaniu spoglądałam na wiele spraw od innej strony. Myśli w głowie rozjaśniały się.
Odkąd nie piszę zamknęłam się w sobie.
A wczoraj udało mi się w końcu zrobić prawdziwą caffe latte macchiato :-) i były trzy warstwy tak jak być powinny :-)
Taka mała rzecz, a jak cieszy....
poniedziałek, 16 maja 2011
Początek
Początek zawsze łatwy nie jest. Tyle tu różnych opcji, że póki co ciężko mi się tutaj odnaleźć.
Jednak mam nadzieję, że z czasem zadomowię się tu na dobre.
W weekend próbowałam uparcie zrobić sobie caffe latte macchiato. Kupiłam sobie nawet takie specjalne szklanki. Mimo kilku prób trzy warstwy nie chciały się ułożyć w odpowiedni sposób.
Robiłam sposobem bez ekspresu do kawy. Nie wiem może kawę wlewam za szybko.
W każdym bądź razie będę próbować dotąd aż mi wyjdzie ta pyszna kawusia.
Jednak mam nadzieję, że z czasem zadomowię się tu na dobre.
W weekend próbowałam uparcie zrobić sobie caffe latte macchiato. Kupiłam sobie nawet takie specjalne szklanki. Mimo kilku prób trzy warstwy nie chciały się ułożyć w odpowiedni sposób.
Robiłam sposobem bez ekspresu do kawy. Nie wiem może kawę wlewam za szybko.
W każdym bądź razie będę próbować dotąd aż mi wyjdzie ta pyszna kawusia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
